7.07.2020

Rynek kredytów mieszkaniowych odżył

Czerwiec upłynął pod znakiem wyraźnego ożywienia gospodarczego. Nie ominęło ono też rynku kredytów mieszkaniowych. Chętnych na takie długi nie było znowu więcej. Nie zmienia to faktu, że ze względu na podniesione przez banki wymagania, poważne problemy z zaciągnięciem kredytu mają młodzi i osoby kupujące pierwsze z życiu mieszkanie.

Chętnych na kredyty mieszkaniowe było w czerwcu prawie o 30% więcej niż w kwietniu. Czwarty miesiąc był tym, na którym koronawirus odcisnął swoje największe piętno. W sumie trudno się dziwić – kto mógł, miał wtedy siedzieć w domu. Dziś jesteśmy świadkami dynamicznego ożywienia i powrotu do normalności. W efekcie chętnych na mieszkaniowe długi jest nawet odrobinę więcej niż przed rokiem (o 2,6% wg danych BIK).

Kalendarzowy spadek popytu

Mało tego – przeciętna kwota, o którą ubiegają się kredytobiorcy była w czerwcu wyższa niż przed rokiem. Co prawda wzrost był kosmetyczny (o 0,6%), ale sam BIK podkreśla, że najnowsze dane pozostają pod wpływem podniesionych wymagań odnośnie wkładu własnego. W efekcie dziś można zaciągnąć kredyt na mniejszą niż jeszcze kilka miesięcy temu część ceny kupowanej nieruchomości. To powinno powodować spadek przeciętnej pożyczanej kwoty.



Skąd więc wynika zaraportowany przez BIK spadek popytu na kredyty mieszkaniowe w czerwcu? Instytucja ta szacuje bowiem, że w porównaniu z szóstym miesiącem 2019 roku popyt jest obecnie mniejszy o 6,7%. Zaskakujące – biorąc pod uwagę to, że chętnych na kredyt jest więcej i ubiegają się oni o odrobinę większe kredyty niż przed rokiem. Wytłumaczeniem tego fenomenu jest kalendarz. BIK przelicza bowiem popyt na dni robocze. I tak w czerwcu 2019 roku mieliśmy 19 dni roboczych, a w szóstym miesiącu 20202 roku takich dni było 21.

W związku z tym, że w podsumowywanym właśnie miesiącu mieliśmy więcej dni, w których placówki bankowe były otwarte i można było do nich iść złożyć wniosek kredytowy BIK wyliczył, że przeliczony na dni robocze popyt na takie długi był mniejszy niż w czerwcu 2019 roku. Niezależnie od tych metodologicznych zawirowań, to i tak najnowszy (czerwcowy) wynik jest bardzo dobry – idący po linii najbardziej optymistycznych prognoz przygotowywanych jeszcze 1-2 miesiące temu.

Nadzieja z niewielkim znakiem zapytania

Wciąż nie ma pewności co przyniesie kolejny miesiąc. Najbardziej prawdopodobne jest, że wyniki dalej będą się poprawiać. Istnieje jednak ryzyko, że dobry czerwiec zawdzięczamy Polakom, którzy ze względu na koronawirusa chwilowo powstrzymali się z zakupem lub budową nieruchomości w kwietniu i maju, a teraz realizują swoje potrzeby mieszkaniowe.

Co warto podkreślić, zaprezentowane przez BIK dane pokazują informacje o składanych wnioskach kredytowych. Te dopiero po pozytywnej weryfikacji mogą się przełożyć na faktyczne udzielanie kredytów. Zanim do tego dojdzie mija trochę czasu - przeważnie 1-2 miesiące. To znaczy, że dane o liczbie podpisanych umów kredytowych w czerwcu mogą być jeszcze słabsze. Za to w lipcu i sierpniu możemy znowu spodziewać się lepszych informacji o faktycznej skali akcji kredytowej.

Trudniej o kredyt dla młodych

W tej beczce miodu jest jeszcze jedna łyżka dziegciu. Dobre dane z rynku kredytów hipotecznych to nikłe pocieszenie dla osób młodych, słabiej zarabiających czy po prostu osób chcących kupić po raz pierwszy w życiu swoje własne „M”. To właśnie te grupy zostały najmocniej dotknięte ostatnim zaostrzeniem kryteriów udzielania kredytów hipotecznych. Głównie chodzi o wyższe wymagania odnośnie wkładu własnego, ale też bardziej restrykcyjne podejście do stałości źródeł dochodów osiąganych przez potencjalnych kredytobiorców.