27.05.2020

Rynek mieszkaniowy odżywa po „lockdownie”

Maj przyniósł odbudowywanie się popytu na rynku mieszkaniowym. Była to kontynuacja trendu, którego początkiem były Święta Wielkanocne. Nie zmienia to faktu, że do kilkunastoprocentowych wzrostów cen mieszkań szybko nie wrócimy i w sumie to dobrze, bo dzięki temu unikniemy pompowania bańki cenowej na rodzimym rynku mieszkaniowym.

W najbliższym czasie spodziewamy się stabilizacji cen mieszkań z niewielkim potencjałem odchyleń. Co prawda istnieje ryzyko związane z kryzysem gospodarczym, ograniczeniem akcji kredytowej, spadkiem popytu na najem czy bezrobociem. Tu jednak efekty łagodzą działania rządu i banku centralnego. Nie zapominajmy przy tym o drugiej stronie medalu. Ograniczenia akcji kredytowej oznaczają, że część osób nie będzie mogła kupić własnego mieszkania, tylko trafi na rynek najmu. W obliczu kryzysu gospodarczego Ukraińcy powinni znowu wrócić szerszym strumieniem do Polski, a cięcia stóp procentowych powodują wzrost zainteresowania rynkiem nieruchomości ze strony inwestorów.

Oprócz inflacji i rachitycznie niskiego oprocentowania lokat czy obligacji skarbowych duże znaczenie ma tu wewnętrzna wartość samych nieruchomości i ich udowodniona historią niewielka skłonność do korekty cen po okresie hossy. Do tego nie możemy zapomnieć o planowanych przez rząd dopłatach do najmu czy rozważanym programie wsparcia zakupu mieszkań, wakacjach kredytowych, Funduszu Wsparcia Kredytobiorców, czy fakcie, że Polacy mają najwięcej oszczędności w historii, są to hamulce, które skutecznie ograniczą ewentualne przeceny nieruchomości.